środa, 9 listopada 2016

S4 - Rozdział 26

Brisbane, 29 sierpnia 2013 roku


               Spojrzałam ze śmiechem na chłopaków, którzy wyglądali, jak małe dzieci przedwcześnie obudzone z drzemki. Ich blade twarze, ciągłe ziewanie i ciche westchnienia, jeszcze bardziej obrazowały ich stan. Zresztą, One Direction wcale nie prezentowało się lepiej. Odniosłam wrażenie, że tylko ja i Simon jesteśmy w miarę ogarnięci i gotowi do pracy. Tamta dziewiątka z pewnością chętnie wróciłaby do krainy snów.
               Przylecieliśmy do Brisbane z samego rana. To właśnie tu miał się odbyć drugi koncert. Liczyłam na to, że wszystko uda się tak samo, jak za pierwszym razem, a show jednych i drugich znów będzie niesamowite. Prosto z lotniska udaliśmy się do hotelu, aby zostawić tam bagaże. Potem od razu pojechaliśmy na stadion. Dopiero wtedy chłopaki się rozbudzili. Dodatkowe śniadanie, które zjedliśmy na miejscu, dało im też zastrzyk energii.
               Choć nasza współpraca nie trwała długo, to jednak śmiało mogłam powiedzieć, że lubiłam pracę z Simonem. W porównaniu do niego, byłam na poziome totalnego żółtodzioba, więc chętnie przyglądałam się temu, w jaki sposób wykonuje swoją robotę. Mogłam się od niego wiele nauczyć, więc chętnie z tej możliwości korzystałam. Chciałam nabytą wiedzę przenieść potem na 5 Seconds of Summer. Miałam nadzieję, że dzięki temu zespół zyska jeszcze więcej, niż do tej pory.
              Bycie supportem One Direction dało nam dodatkowego medialnego kopa. Ludzie jeszcze bardziej zaczęli się nami interesować. Śledziłam to wszystko, co dzieje się w internecie czy telewizji, wyłapując każdą wzmiankę na temat chłopaków. Dzięki temu wiedziałam, że naprawdę na tym zyskujemy, a oto nam przecież chodziło od samego początku.

              Zamknęłam notes. Spojrzałam na wielką scenę, którą miałam przed sobą. One Direction właśnie skończyli próbę dźwięku. Za chwilę mieli się udać na wywiad, który przeprowadzony miał być w jednej z sal konferencyjnych, jakie mieściły się na tym obiekcie. My dzięki temu zyskiwaliśmy jeszcze jedną przerwę.
              Odwróciłam się, kiedy Simon skończył rozmawiać przez telefon. Uśmiechnął się, chowając komórkę do kieszeni. Podeszłam do niego, a następnie oboje skierowaliśmy się w stronę kulis. Cowell zgarnął swoją grupę, dając im szybkie instrukcję o tym, co powinni mówić i na co zwracać uwagę. Potem jeden z jego ludzi zaprowadził chłopaków do odpowiedniej sali.
- Widzimy się przed koncertem?
- Tak.
- Masz plan koncertu?
- Pytałeś się o to już ze trzy razy. Mam wszystko – odparłam ze śmiechem.
- Nie żebym cię sprawdzał…
- Nawet tak nie pomyślałam – rzuciłam z przekąsem, a mężczyzna uśmiechnął się.
- Nie powiem, ale chętnie wziąłbym cię do swoich szeregów. Nie chcesz pracować dla mnie? – Spojrzałam na niego zaskoczona. – Złożyłbym ci korzystną propozycję.
- Miałabym wyjechać z Australii?
- Ale wiele byś na tym zyskała. 

***
               Calum omal się nie udusił, kiedy usłyszał tą krótką wymianę zdań. Dopiero po chwili zorientował się, że wstrzymuje powietrze. Zrobiło mu się gorąco. Powoli wycofał się, aby tamta dwójka go nie słyszała. Poczuł narastającą panikę. Nie tak to wszystko miało wyglądać. Czy to był koniec? Wiedział jedno. Musiał szybko poinformować o tym chłopaków. Być może uda się to jeszcze naprawić.
              Przyspieszył kroku, idąc wąskim, jasnym korytarzem. Wyminął grupkę pracowników, by w końcu dotrzeć do drzwi. Na nich wisiała biała kartka, formatu A4 z nazwą jego zespołu. To za tymi drzwiami znajdowała się ich garderoba.
             Wleciał do pomieszczenia, zbyt mocno zatrzaskując za sobą drzwi. Siedzący na kanapie Ashton, podskoczył. Luke i Michael stali przy niewielkim stole z jedzeniem, zapewne pałaszując wszystko, co się na nim znajdowało. Raptownie odwrócili się. Czekoladowy cukierek, którego Clifford trzymał w dłoni, zastygł kilka milimetrów od jego ust.
- Co jest? Masz taką minę, jakby… - zaczął Irwin, ale Hood nie pozwolił mu skończyć.
- Malia chce przenieść się do Syco – wydusił, a następnie zacisnął usta.
- Dobry żart – rzucił Hemmings, przekręcając oczami.
- To nie żaden pieprzony żart – jęknął Calum, podchodząc do kanapy. Padł na nią, zakrywając twarz dłońmi.
- Skąd ta pewność? – zapytał ostrożnie Ash.
- Przez przypadek podsłuchałem rozmowę Malii i Simona. Zaproponował jej pracę. – Odchylił się, by spojrzeć na Luke'a. Blondyn wpatrywał się w niego z niedowierzaniem, jakby nie do końca przyswajał te złe wieści. – Pracę i wyjazd z Australii.
- Nie – powiedział szybko Hemmings. – Malia nie zgodziłaby się na coś takiego. Pracuje z nami i…
- Wiem, co słyszałem – pociągnął Hood, kręcąc głową. – Nie wiem, czy się zgodziła. Szli w moją stronę, więc uciekłem. Nie chciałem, by mnie widzieli. Ale jeśli ona się zgodzi… Co będzie z nami? Malia jest nasza!
                Przez chwilę między nimi zapanowała cisza. Po kolei zerkali na siebie, jakby oceniając, czy faktycznie za niedługi czas pożegnają się z menadżerem. Luke zagryzł wargę, jednocześnie zaciskając dłonie w pięści. Wiedział, że musi poważnie porozmawiać z Malią. W tym momencie już nie chodziło, tylko o zespół. Tu chodziło także o nich i ich plany. Przecież byli razem. Czy dziewczyna mogła nie wziąć pod uwagę tego, że znów żyliby na dwóch różnych kontynentach? Przez moment miał wrażenie, jakby wracał do punktu wyjścia. Gdzieś w środku poczuł niemiłe poczucie porażki i goryczy. Był aż tak kiepskim chłopakiem, że ona zupełnie nie pomyślała o nim?
- Luke?
- Nic mi nie jest – mruknął, odwracając się do stołu.
- Może jeszcze się nie zgodziła – pociągnął cicho Michael. – Ja wiem, że praca z nami nie jest łatwa. Jesteśmy uparci i wielokrotnie robiliśmy jej dla zabawy na złość. Zachowujemy się często, jak banda dzieciaków. Może w tym tkwi problem? Może… Może powinniśmy podejść do tego wszystkiego bardziej profesjonalnie, niż do tej pory?
- Może nie chce być już sama – powiedział Ash.
- Jak sama? – odparł Hemmings.
- Jakby nie patrzeć, nie pomagamy jej za wiele. To ona ma więcej rzeczy na głowie. A jakbyśmy znów zaangażowali się w pracę? Możemy jej pomóc. Tak, jak robiliśmy to kiedyś.
- To nie jest głupi pomysł – pociągnął Calum. – To może się udać – dodał z uśmiechem. Luke zerknął na niego. – Rozchmurz się, księżniczko, to wyjdzie. Musimy pokazać Malii, że nie czekamy na jej polecenia. Że sami też możemy się, w jakiś sposób ogarnąć.
- Wtedy jeszcze pomyśli, że w ogóle jej nie potrzebujemy – wtrącił Michael.
- Nie jesteśmy, aż tak zajebiści na tyle, by sami to wszystko pociągnąć – odparł Cal, patrząc na niego z niedowierzaniem. – Chodzi mi o takie podstawowe sprawy.
- Dobra, dobra… Chyba załapałem – powiedział Clifford, szybko kiwając głową. – Ruszmy się! Weźmy się do roboty!
- Co? Ale… - zaczął Luke.
- Chyba nie jesteś na tyle głupi, by od tak ją puścić?
- Oczywiście, że nie.
- Więc rusz się. Trzeba tu posprzątać – zarządził Michael, rozglądając się po pomieszczeniu. - Ash, znajdź i przyszykuj plan koncertu, by był na wierzchu. Calum, zrób jej kawę, a potem nam pomożesz. Ja i Luke ogarniemy garderobę, by wiedziała, że nie jesteśmy beznadziejnymi bałaganiarzami. Potem weźmiemy się ubrania, jakie dla nas przyszykowała. I udajmy, że o niczym nie wiemy.
- Myślisz, że to przejdzie? – odparł Irwin, wstając z kanapy.
- A co lepszego możemy w tym momencie zrobić? – odezwał się ponownie Michael.

***
                Otworzyłam drzwi. Już chciałam wejść do garderoby chłopaków, ale zatrzymałam się w progu, unosząc przy tym brwi. Byłam… zaskoczona. To było idealne określenie mojego stanu. Całe pomieszczenie wyglądało tak, jak na początku. Zanim do niego nie trafiliśmy. Było tu czysto, wszystko leżało na swoim miejscu, a porozrzucane ubrania i śmieci zniknęły. Przez moment pomyślałam, że najnormalniej w świecie pomyliłam sale.
- Bawicie się w perfekcyjną panią domu? – zapytałam, powoli wchodząc do środka. Chłopaki uśmiechnęli się szeroko.
- Lepiej się w takich warunkach funkcjonuje – skwitował Michael.
- Od kiedy wam przeszkadza bałagan?
- Kawa dla ciebie. Taka, jaką lubisz. – Niemalże podskoczyłam, kiedy obok znienacka pojawił się Calum. Podał mi parujący kubek.
- Dziękuję – wydusiłam, uważnie ich obserwując.
- Przestudiowaliśmy plan koncertu – zaczął Luke, kiedy podeszłam do stolika. Usiadłam na kanapie. – Mamy też już przyszykowane i rozdzielone ubrania i…
- Stop – przerwałam mu, mrugając szybko. Zupełnie nie ogarniałam tego, co im się stało. – Zaczynam się was bać.
- To źle, że robimy coś od siebie?
- Kim jesteście i co zrobiliście z moim 5 Seconds of Summer?
- Chcemy pomóc – zaczął Michael, stając za kanapą. Spięłam się, kiedy poczułam jego dłonie na ramionach. Powoli zaczął robić mi pseudo masaż. – Chcemy byś była z nas zadowolona.
- Ale ja jestem z was zadowolona. Zawsze byłam i…
- Zrelaksuj się, a my zajmiemy się resztą – pociągnął Mikey, a ja znów zrobiłam wielkie oczy. Czy chłopakom odbiło? Co się im stało?
- Nie, poczekajcie…
- Może wolisz herbatę? – zapytał Calum, zauważając, że nie tknęłam kawy, którą od niego dostałam. – I jakieś ciastko do tego, co ty na to?
- Moment…
- Niczym się nie przejmuj…
- Starczy! – rzuciłam, raptownie wstając. – Co jest z wami nie tak? – Chłopaki szybko wymienili spojrzenia. – Co się dzieje?
                 Na ich twarzach wymalowało się zmieszanie. Próbowałam, jakoś ich rozgryźć, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Zupełnie nie wiedziałam, co może być przyczyną ich dziwnego zachowania. Ludzie nie zmieniają się z godziny na godzinę. Zmarszczyłam lekko noc, czekając na to, co mi powiedzą. Oni jednak milczeli dalej.
- Mówcie – ponagliłam ich, machając jednocześnie ręką. – Bo inaczej z wami zeświruję.
- Calum podsłuchał twoją rozmowę z Simonem o tym, że chcesz nas zostawić i wyjechać do Anglii, by tam pracować dla Syco – powiedział na jednym wydechu, Luke.
- Serio? – odparłam, patrząc na nich z niedowierzaniem. – Wy tak na poważnie?
- A tak nie było? – odezwał się Hood.
- Było, ale gdybyś posłuchał dłużej, to wiedziałbyś, że nie mam zamiaru nigdzie jechać. Propozycję Simona potraktowaliśmy, jak żart. Co prawda urosło mi ego, kiedy powiedział, że chciałby mieć u siebie taką ambitną osobę. Jednak ja szybko stwierdziłam, że nie zamierzam rezygnować z firmy. To by oznaczało rezygnację z was. Simon wtedy powiedział, że mógłby przejąć zespół. – Widziałam, jak Luke i Ashton wstrzymali oddech, a Calum i Michael nerwowo poruszyli się na swoich miejscach. – Za to też podziękowałam. Chociaż Syco może zapewnić wam jeszcze większą promocję, niż ja, to jednak nie pozwoliłabym na to, by ten cholerny Modest, z którym lubią tak współpracować, zacisnął na was łapska. Nic dobrego z tego nie wynika, oprócz rozgłosu. Same dramaty i wieczna kontrola. My chcemy promować się na muzyce, a nie na skandalach.
- Ulżyło mi  - wydusił Hemmings, biorąc głęboki wdech. – Naprawdę mi ulżyło.
- Chyba, że wolicie, by to Syco was reprezentowało i…
- Nie! – krzyknęli jednocześnie, a ja, aż podskoczyłam.
- Nie, nigdy w życiu – dodał Calum. – Jestem zadowolony z współpracy między nami.
- Więc wszystko jasne?
- Na pewno nie odchodzisz? – dopytał Michael.
- Nie odchodzę. Zostaję z wami.
- Grupowy uścisk! – krzyknął Ashton, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę reszty. Michael obszedł kanapę, by do nas dołączyć.
- Ale obiecajcie mi coś – powiedziałam, kiedy zostałam niemalże przez nich zgnieciona.
- Co?
- Bądźcie sobą i zachowujcie się, jak zawsze.
- Obiecujemy!
- I za to was kocham.

                 Po koncercie ponownie postanowiliśmy spędzić czas wszyscy razem. Hotel miał do dyspozycji, oprócz restauracji także i duży okrągły, przyciemniony bar. Zaraz obok znajdowała się sala z bilardem. Nikt z nas nie odmówił sobie małej gry.
                 Przekazałam kij Michaelowi. On i Ash mieli się teraz zmierzyć z Liamem i Zaynem. Spojrzałam na drugi koniec sali. Luke właśnie skończył rozmawiać z Liz. Uśmiechnęłam się, podchodząc do niego. W jego dłoni znajdowało się na wpół wypite piwo. Chłopak schował do kieszeni telefon. Jego błękitne oczy skupiły się na mnie. Również się uśmiechnął.
- Nasza rybka żyje?
- Pingwin ma się dobrze - odpowiedział zadowolony, biorąc łyk trunku. - Mama właśnie była u nas, by go nakarmić. Ej – rzucił ze śmiechem, kiedy przejęłam od niego butelkę.
- Nie napij się za dużo. Nie możesz mieć jutro kaca. Ani ty, ani reszta.
- Tak, wiem. Musimy się ładnie prezentować.
- Właśnie. Mamy spotkanie z dziennikarzami, więc o tym nie zapominaj – pociągnęłam, oddając mu butelkę. Puknęłam go palcem w nos, na co znów zareagował śmiechem.
- Nasze marzenie powoli się spełnia.
- Tego zawsze chcieliście, prawda?
- Tak. Małymi krokami dochodzimy do celu.
- Który jest już coraz bliżej. Być może za jakiś czas, to wy będziecie grać na największych stadionach i arenach na świecie.
- Chciałbym – powiedział rozmarzonym tonem, opierając się o ścianę. – I tak już dużo osiągnęliśmy i to w niedługim czasie. To zysk naszej wspólnej pracy, bo ty też miałaś w to duży wkład.
- Oby była jeszcze bardziej owocna. – Luke rozejrzał się, a następnie nachylił się. Krótko i czule musnął moją skroń, by po chwili obdarzyć mnie kolejnym szerokim uśmiechem.
- Nie zamieniłbym tego na nic innego. Nigdy. Ani tego, co teraz robimy, a tym bardziej ciebie.
- Teraz będziesz mi romantycznie słodził? – zapytałam ze śmiechem.
- Powinienem to robić codziennie, abyś nigdy nie zwątpiła w to, co do ciebie czuję.
- Nie musisz. Ja to doskonale wiem.
- Czasami… - Urwał, biorąc kolejny łyk piwa. – Czasami zastanawiałem się nad tym, co by było, gdybym nie zdołał cię do siebie przekonać. Gdybyśmy nadal pozostali w strefie dalekich przyjaciół. Kiedyś też myślałem o tym, co by w ogóle było, gdyby mamie nie udało się wyciągnąć mnie na wyjazd do Londynu.
- I co by było?
- Straciłbym wszystko. Jesteś wszystkim. – Uśmiechnęłam się do niego, łapiąc jego wolną dłoń. Splotłam nasze palce. – To tandetne?
- To urocze. Ale i prawdziwe. Bo ty też jesteś dla mnie wszystkim.
- Wygrałem! – Oboje odwróciliśmy się w stronę stołu. Niedaleko nas rywalizował Calum i Niall. Teraz Hood był górą.
- Luke! Zagrasz jeden na jeden!? – zapytał Louis.
- Pewnie! – Zerknął na mnie z uśmiechem. – Masz mi kibicować.
- Oczywiście – odparłam ze śmiechem. 


***
Jak widać Malia trochę zestresowała chłopaków, ale na szczęście wszystko się wyjaśniło. No i nadal mają menadżerkę w swoich szeregach :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Mała informacja odnośnie tego ff - mianowicie planowałam jeszcze dwie części. Jednak po sprawdzeniu opracowanego sezonu piątego, uznałam, że nie ma sensu go przedłużać. Plany nie wydają mi się już tak dobre, jak wcześniej. Nie chcę też przegiąć i zepsuć tej historii - a to ona rozpoczęła serię ff z 5SOS w roli głównej, więc tym bardziej mi zależy, by tego nie schrzanić. Dlatego ta część będzie ostatnia. Oznacza to też, że jest to przedostatni rozdział.

Dziękuję za wszystkie komentarze!

Pozdrawiam i do następnego!

#twżpns

8 komentarzy:

  1. Nie rób tego nie kończ jeszcze tego opowiadania jest mega. Co do rozdziału jest świetny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega się cieszę, że tak Ci się podoba :) Nie chcę jednak zepsuć tej historii.
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Do rozdziału nie mam zastrzeżeń - jest cudowny. Nie rób niczego wbrew sobie. Jeśli chcesz zakończyć opowiadanie - zrób to. Nie patrz na innych, naprawdę.
    Jest jedna prośba.. Dałabyś radę po epilogu skrócić przebieg kolejnych części? Tych, które zaplanowałaś? Z miłą chęcią poczytałabym twoją wizję kolejnych wydarzeń.
    Pozdrawiam :)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :) Tak, boję się, że przekombinuję i kolejnymi częściami schrzanię to ff. W epilogu będzie raczej taki zarys tego, co mogłoby się wydarzyć w kolejnych częściach - nie szczegółowy oczywiście :) Ewentualnie skrobnę, jakąś małą informację pod rozdziałem :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Okay to ja, ~M!
    Stwierdziłam, że tu też pokomentuję :)
    S.U.P.E.R, tyle mam do powiedzenia xd
    Czekam teraz na rozdział Dwa plus Jeden ❤ ~M

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział, nie wierze, że to już koniec. Przecież to opowiadanie ,niedawo się zaczęło.
    Mam takie pytanie, czy mogłabyś napisać kilka dodatkowych rozdziałów, tak jak zrobiłaś to "Pod jednym dachem"? Oczywicie nie musisz, ale fajnie byłoby zobaczyć jak zaplanowałaś dalej przebieg historii.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał. No, zaczęło się prawie dwa lata temu :) Uznałam, że nie ma sensu go wydłużać - niezbyt podobała mi się "opracowana" wersja. Nie chcę zepsuć tego ff :) Niestety, nie zamierzam robić dodatkowego bonusu, jednak postaram się jakoś nakreślić to, co miało się dziać w następnych częściach - może napomknę o tym w epilogu, a jak nie to w notatce pod epilogiem (zobaczymy, co z tego wyjdzie) :)
      Pozdrawiam

      Usuń